1.21.2015

Rozdział 3



Beta: Aranel


Tymczasem, jednak najlepszym, co mógł zrobić, było trzymać się starej zasady: ‘Idź do przodu’. Nie daj się zatrzymać. Nie myśl o tym co złe. Uśmiechaj się i żartuj, nawet jeśli nie jest ci do śmiechu.


— Ellie wstawaj! Ellie, wstań! — słyszała nad uchem.
Leniwie podniosła powieki i spojrzała na chłopca. Głowa Oscara była tuż na dziewczyny, a brązowe tęczówki dziecka wpatrywały się w jej równie brązowe. Ciche westchnienie wydostało się z ust blondynki. Będąc w jednym pokoju z Oscarem, z pewnością nie da się już zasnąć.
— Nie możesz spać, Oscar? — spytała, wstając z łóżka i przeciągając się. — Jest przed dopiero przed szóstą. — Westchnęła, patrząc na budzik.
— Wiem i, dlatego chciałem przygotować śniadanie dla mamy, ale zbytnio mi to nie wychodzi — powiedział. — I pomyślałem, że mogłabyś mi pomóc. — Uśmiechnął się.
— Poczekaj chwilę. — Zmrużyła oczy. — Wstałeś przed szóstą rano, by zrobić śniadanie i to dla cioci, tak wcześnie… Co zrobiłeś? — Zaśmiała się cicho, aby nie usłyszała tego Katy.
— N–nic takiego — mruknął. Było to tylko potwierdzeniem wcześniejszych słów Ellie.
­— Hej. — Podniosła jego podbródek. — Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć.
— Rozbiłem ulubioną filiżankę mamy. — Spuścił głowę. — Chciałem tylko wstawić ją do szafki i wypadła mi z rąk. Wszystko, czego się dotknę, zawsze musi się zniszczyć.
— Tę co dostała od babci?
— T–tak. Myślisz, że będzie zła? — Spojrzał się na dziewczynę załzawionymi oczami.
— Myślę, że jeżeli ją przeprosisz i będziesz bardziej uważał na to, co robisz, to nie.
— Pomożesz mi posprzątać po tej filiżance? I zrobić śniadanie?
— Chodź, — Koniuszkiem palca starła jedną łzę z jego policzka. — I nie płacz.
Jak najciszej wyszli z pokoju dziewczyny i udali się do kuchni. Mało, by brakowało, a w stopie Ellie znalazłby się odłamek rozbitego naczynia. Ze schowka wyciągnęła szufelkę i szczotkę, po czym posprzątała resztki filiżanki. Bardzo ładnej filiżanki..,
Oscar usiadł przy stole, podparł głowę na dłoni i znudzony wpatrywał się w okno. Cóż, można skłamać, mówiąc, że chłopak nigdy nic nie zniszczył, bo zdarzało się to wiele razy. Należy w to wliczyć figurkę i tę nieszczęsną filiżankę, a także inne rzeczy. Niewiadomo jak, ale większość przedmiotów, które miał w rękach rzekomo, była zniszczona. Ellie była pewna, że nie robił tego specjalnie.
Dziewczyna oparła się o blat i spojrzała na chłopca.
— To — zaczęła. — Co robimy na śniadanie?
— Możemy zrobić jajecznicę, bo mama lubi tą, którą ty robisz. Albo naleśniki. — Wzruszył ramionami.
— Wiesz, nie mamy nic, żeby zrobić naleśniki, więc będzie jajecznica — stwierdziła, sprawdzając zawartość lodówki.
— Ale zrobisz też dla nas, prawda?
— Dla siebie tak, ale dla ciebie to nie wiem. — Postanowiła się z nim chwilę podroczyć.
— Przecież przeprosiłem cię za tą figurkę, Ellie no. Prooszę — mówił, przytulając się do dziewczyny.
— Żartowałam tylko. — Pokręciła głową.    
— Obiecałaś, że już więcej nie będziesz, a mama mówiła, że obietnic się dotrzymuje. — Tupnął nogą.
— Porozmawiamy o tym potem, a teraz pomożesz zrobić mi tą jajecznice. —powiedziała. — I wyjmij talerze. — dodała.
Blondynka wyjęła z szafki patelnię, postawiła ją na gazie, dodała trochę masła i poczekała, aż się rozpuści. Rozbiła jajka, które wylądowały na patelni. Zamieszała kilkakrotnie i po upływie kilku minut uznała, że jajecznica jest gotowa. Dosypała trochę szczypiorku, wyłączyła gaz i gotowy posiłek ułożyła na trzech talerzach.
— Oscar, idź obudź ciocię, bo wszystko zaraz wystygnie.
Naczynia ustawiła na stole. Wstawiła wodę na herbatę i kawę dla Katy. Po krótkim czasie do kuchni weszła ciotka i, jak to miała w zwyczaju, przywitała się z Ellie, usiadła przy stole, a Oscar obok niej. Dziewczyna nalała wody do kubków i postawiła je na meblu naprzeciwko cioci.
— A co to za okazja? — spytała, sięgając po widelec.
— Bez okazji, po prostu chcieliśmy być mili. — Uśmiechnął się chłopiec.
— Ach tak? Bądźcie mili częściej. — Zaśmiała się.
Cała trójka zaczęła jeść, a Ellie skromnie stwierdziła, że jajecznica nie wyszła jej najgorzej. Lubiła gotować, sprawiało jej to samą przyjemność, a jeśli to komuś smakowało, to dlaczego miałaby przestać?
Po kilku minutach blondynka skończyła jeść, odstawiła talerz do zmywarki i poszła do swojego pokoju, by przygotować się na dzisiejszy dzień w szkole. Otworzyła szafę, chwyciła w dłonie koszulkę z nadrukiem i najzwyklejsze jeansy. Bardzo je lubiła.
Ubrania zabrała ze sobą do łazienki. Zamknęła drzwi na kluczyk, a rzeczy, które miała ze sobą, położyła na pralce. Wzięła szybki prysznic, po czym w ręczniku podeszła do umywalki i umyła zęby. Wysuszyła włosy, decydując się na rozpuszczenie ich. Założyła ciuchy i wyszła z pomieszczenia.
Na korytarzu spotkała Katy. Kobieta uśmiechnęła się do niej i po chwili zniknęła w drzwiach swojej sypialni. Gdy dziewczyna chwyciła za klamkę drzwi od jej pokoju, obok niej, ni stąd ni zowąd, pojawił się Oscar.
— Dziękuje, Ellie. — Przytulił się do niej. — Postaram się nic już więcej nie zniszczyć — dodał, odklejając się od osiemnastolatki. Pomachał jej i również poszedł do siebie.
Popatrzyła się jeszcze raz w miejsce, gdzie przed chwilą był chłopiec, po czym weszła do pokoju. Ukucnęła przy plecaku i wyciągnęła plan lekcji na dzisiejszy dzień. Lustrowała wzrokiem kartkę, aż natrafiła na ostatnie dwie lekcje, jakimi były dwie godziny WF.
Ktoś mógłby skłamać, gdyby powiedział, że Ellie nie lubi tej lekcji. I choć była dość leniwa, interesowała się sportem. Czasami sama wybierała się na poranny bieg czy choćby spacer po pobliskim parku. Spakowała strój, a także książki na dzisiejszy dzień.
Usiadła na łóżko. W pewnej chwili pomyślała o Jane. Miała nadzieję, że pojawi się dzisiaj w szkole i będą mogły porozmawiać, chociaż przez chwilę. Myślała, że powinna ją przeprosić. Ale za co? W jakiś sposób czuła się źle, bo odmówiła jej spotkania się, choć bardzo tego chciała. Prawda była taka, że po prostu się bała.
Wstała z materaca, schowała komórkę do kieszeni spodni i z plecakiem wyszła z sypialni. Dotarła do salonu i od razu znalazła się na sofie. Z ławy wzięła pilota, którym włączyła telewizor. O tej porze nie było nic ciekawego. Same programy śniadaniowe, więc nie pozostawało jej nic innego, jak oglądać jeden z nich.
Spojrzała na zegarek, który wskazywał już dwadzieścia po siódmej. Wyłączyła telewizor, wstała z sofy i zabrała plecak, po czym pożegnawszy się z ciocią wyszła z domu. Dobrym wyborem było wzięcie bluzy, gdyż rankiem było zimno, przynajmniej Ellie to odczuwała.
Postanowiła, że pójdzie tą dłuższą drogą, aby wejść do sklepu po wodę. Blondynka nie wyobrażała sobie WF bez chociażby małej butelki wody. To tylko pobudzało ją do dalszego treningu i dodawało mnóstwo energii.
Po kilku minutach dotarła do sklepu. Weszła do środka i od razu skierowała się w stronę działu z napojami. Sięgnęła po butelkę z półki. Musiała przy tym ustać na palcach. Cóż, nie była zbyt wysoka.
— Dzień dobry, Ellie — usłyszała za sobą.
Obróciła się w stronę głosu i zmarszczyła brwi. Była bardzo zdziwiona, ponieważ z pewnością nie znała tej kobiety. Jednak ta nie zauważyła jej zdezorientowania. Uśmiechnęła się przyjaźnie, podeszła do niej i przytuliła. Ellie nie wykonała żadnego ruchu. Nie wiedziała, co miała zrobić w tej sytuacji.
— Dzień dobry. — Bardziej spytała niż powiedziała. Była bardzo zakłopotana.
— Co u ciebie słychać? Dawno się nie widziałyśmy. — Jej uśmiech powiększył się ( o ile było to możliwe).
— Przepraszam, ale nie pamiętam, byśmy się kiedyś widziały.
— Co ty wygadujesz. — Zaśmiała się nerwowo.
— Nie znam pani.
— Jak to, przecież… — Zamyśliła się na chwilę. — Ellie, naprawdę mnie nie poznajesz?
— Nie. — Pokręciła głową. — Przepraszam, ale muszę już iść. — Odwracała się już w stronę kasy, jednak kobieta nie ustępowała.
— Ale Ellie, poczekaj.
Przyśpieszyła tylko kroku, będąc już obok kasy. Podała sprzedawcy butelkę, którą skasował i oddał dziewczynie. Blondynka w szybkim tempie wyjęła pieniądze z kieszeni, podała je mężczyźnie i, nie czekając na resztę, wyszła ze sklepu.
Przez całą drogę do szkoły zastanawiała się, kim była ta kobieta. Znała ją, ewidentnie ją znała. Wydawała się być smutna, gdy powiedziała, że jej nie poznała. Jednak był w niej coś bardzo znajomego. Oczy. Było w nich coś, czego nie umiała określić. Myślała, że może spotkała ją kiedyś, a teraz po prostu nie pamiętała.
Na dziedzińcu zauważyła kilka osób z klasy. Wśród nich nie było Jane. Ale przyjdzie, na pewno. Teraz można by powiedzieć, że Ellie zachowywała się jak tamta wczoraj.
Weszła do szkoły, od razu podchodząc do szafki. Wyjęła potrzebne książki, a plecak schowała do środka. Po tej lekcji zacznie się WF, z czego była zadowolona, nawet bardzo. Gdy zamykała szafkę, poczuła czyjąś dłoń na ramieniu.
— Cześć — Przywitał ją radosny głos Jane.
— Hej. — Obróciła się w stronę dziewczyny, posyłając jej lekki uśmiech, który oczywiście odwzajemniła.
— Nauczona?— zapytała, na co skinęła tylko głową. — W mojej wcześniejszej szkole kartkówek nie było zbyt często, kilka na miesiąc i to ze wszystkich przedmiotów.
— Da się przyzwyczaić. — Wzruszyła ramionami.
— Może wyjdziemy gdzieś dzisiaj? — spytała Jane, gdy obie szły w stronę klasy. — Nawet do nie do mnie, może na miasto? Oprowadzisz mnie trochę po okolicy. Co ty na to?
— Um. — Musiała się przez chwilę zastanowić.
— Nie daj się prosić. I nie próbuj mi wmówić, że jesteś dziś zajęta. — Pogroziła jej palcem, co wyglądało dość zabawnie.
— Okej — mruknęła w końcu i popatrzyła się na blondynkę obok.
— Świetnie. — Zaśmiała się, a na jej twarz wkradł się triumfujący uśmiech.
Pod klasę dotarły w momencie, gdy zadzwonił dzwonek. Ellie wyjęła jeszcze telefon, by napisać krótką wiadomość do ciotki. Po co ma się denerwować, gdy nie wróci do domu od razu po lekcjach? Chociaż dziewczyna ma już te marne osiemnaście lat.
W pewnej chwili usłyszała głośne chrząknięcie, więc odwróciła się i zauważyła nauczyciela ze zniecierpliwioną miną. Wybełkotała ciche przepraszam, zeszła mu z drogi i dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że stała przy samych drzwiach. Zażenowana tą sytuacją starała się nie patrzeć stronę pana Rogers’a w czasie trwania lekcji.
Oczywiste było, że mężczyzna będzie pytał z ostatniej lekcji i oczywiste było też, że spyta właśnie Ellie. Nie lubił, gdy ktoś przeszkadzał mu w… czymkolwiek. Wszystko musiało być ułożone, tak jak on chciał. Nie znosił sprzeciwów, więc blondynka musiała wykonać kilka zadań na tablicy i odpowiedzieć na garstkę pytań.
W tym momencie dziewczyna cieszyła się, że chociaż na chwilę zajrzała do książki i zeszytu, bo zapamiętała co nieco i teraz mogła się trochę wykazać. Nauczyciel nie był zaskoczony, gdy słuchał, jak odpowiadała. W końcu wstawił jej ocenę, a Ellie odeszła do ławki. Następnie do odpowiedzi wywołał kolejnego ucznia. Tak minęła cała lekcja.
Zadzwonił dzwonek, a wszyscy uczniowie wybiegli z klasy jak najszybciej. Blondynka szła obok Jane, która opowiadała jej o dotychczasowej nauce w swojej szkole. Mieli tam o wiele luźniejsze lekcje. Nauczyciele uczyli ich niewiele, lecz wymagali od nich o wiele więcej.
— Jak na razie podoba mi się tutaj. Myślałam, że będzie gorzej, choć tutaj też możesz paść ofiarą starszych. Chwila nieuwagi, a leżysz na podłodze albo uderzasz plecami o szafki.
— Skąd ja to znam.
— Bardziej przyziemnie czy…
— I jedno i drugie. Jestem bardzo niska i przez to mnie nie zauważają albo robią to specjalnie. To już zależy od sytuacji.
— Od sytuacji?
Skinęła głową, jakby na potwierdzenie swoich słów. Usłyszały dzwonek na lekcje i udały się do szatni.
— Ciekawe, co będziemy dzisiaj robić — powiedziała podekscytowana.
— Zapewne biegać.
— Bieganie jest całkiem, ale nie żeby robić to na każdej lekcji. Wolę jakieś gry sportowe, albo, hm, pływanie, tak pływanie jest fajne.
— Wiesz, jeżeli pogoda będzie dopisywać, a od razu ci mówię, że dla nauczycielki nie ma znaczenia czy jest ciepło, czy zimno, po prostu ma nie padać deszcz lub śnieg i tyle.
— Oh.
Blondynka zaprowadziła Jane do przebieralni, gdzie zmieniły ubrania na te sportowe. Włosy związała w kucyk, by nie przeszkadzały jej podczas biegania. Wyszły z pomieszczenia, w którym zostało jeszcze kilka dziewczyn. Skierowały się w stronę wyjścia, gdzie czekała już na nich nauczycielka.
— Witajcie, moje drogie. Zaczynamy kolejny rok, który wiąże się z bieganiem. I tak jak mówiłam wam wcześniej, nie robię tego, by was zniechęcić do lekcji, jaką jest WF, tylko po to, abyście miały dobrze wyrobioną kondycję i żebyście później wyglądały tak młodo, jak ja. — Kilka dziewczyn zaśmiało się, przez co pani Baxter spojrzała się na nie rozbawionym wzrokiem. Kobieta mówiła poważnie. — Widzę, że wszystkie oprócz Alice są przebrane. Jaki jest powód tym razem?
— Zapomniałam stroju — odparła wciąż pewna siebie.
— W takim razie zaraz ci coś znajdę, więc chodź ze mną, a reszta na stadion, rozciągać się.

Wszystkie ruszyły do wyznaczonego miejsca. Obok Ellie szła Jane, przez cały czas nawijając o tym, jak wyglądała pani Baxter. Cóż, nie była jakąś pięknością, ale nie wyglądała też tak źle, jak to opisywały inne dziewczyny. Kobieta około czterdziestki, wysoka, ciemne włosy, sięgające do łopatek, nieco pulchna twarz.  Nosiła okulary, często ubierała się w dresy, zresztą, tak jak powinna, przecież jest nauczycielką WF czyż, nie?
Kiedy dotarły na stadion, ustawiły się w jednym rządku i rozpoczęły bieganie truchtem. Krótka rozgrzewka.
Gdy skończyły jedno kółko, kilka z dziewczyn zaczęło się śmiać i wskazywać na kogoś lub coś palcem. Ellie spojrzała w tamtym kierunku, również zaczynając się śmiać.
Powodem rozbawienia była oczywiście Alice, ubrana w za duże zielone (neonowe) spodenki i ciemnoniebieską koszulkę. Ellie zdecydowanie  zapamięta to na bardzo długo. W końcu ona była w czymś gorsza, więc dlaczego miałaby o tym zapomnieć?

Pod dwóch godzinach wszystkie dziewczyny były zmęczone i myślały tylko i wyłącznie o powrocie do domu. Wpadły do szatni, gdzie dało się już wyczuć zapach dezodorantów. Ellie, jeszcze nie przebrana, jak najszybciej wyszła z pomieszczenia.
Gdy znalazła się w łazience, weszła do jednej z kabin i założyła normalne ubrania. Usiadła pod parapetem i  wyjęła dzwoniący telefon z plecaka.
— Halo?
— O, Ellie, mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam. Dopiero teraz odczytałam sms’a — usłyszała głos ciotki. — Posłuchaj, idę dzisiaj odprowadzić Oscara do kolegi i sama spotykam się z Emily, więc będziemy w domu nieco później, masz klucze?
— Um , tak mam — odpowiedziała po chwili, sprawdzając zawartość plecaka.
— Okej. Wiesz, nie chcę wyjść na wścibską i ciekawską, ale zrozum, że muszę wiedzieć, z kim dzisiaj wychodzisz.
— Spokojnie, to tylko koleżanka. Pójdziemy na miasto i wrócę o w miarę przyzwoitej porze, nie bój się.
— Zadzwoń, jak wrócisz, choć może i będę koło ósmej, dziewiątej.
— Dobra, to ja kończę, bo muszę iść na chemię, pa.
— Miłej zabawy.
Zakończyła połączenie i schowała telefon do kieszeni. Na koniec przejrzała się jeszcze w lustrze i, zakładając plecak na ramię wyszła z toalety. Schodami dostała się na piętro, gdzie odbędzie się chemia.
Usiadła pod salą i czekała na dzwonek, w międzyczasie obok niej znalazła się Jane, która wyłożyła się nieopodal.
— Nienawidzę WF — mruknęła, opierając się Ellie
— Nie jest aż tak źle. — Wzruszyła ramionami.
Zadzwonił dzwonek, a z klas zaczęli wychodzić uczniowie. Ellie skuliła się, ponieważ nie chciała zostać zgnieciona, podobnie, jak Jane. Po kilku minutach na korytarzu zrobiło się luźniej, więc teraz dziewczyny mogły rozmawiać swobodniej.
Przemowę nauczycielki przerwał ostatni już dzwonek, a co się z tym wiąże? Koniec lekcji. Kilkoro uczniów wybiegło już z klasy, jednak reszta została i zapisywała pracę domową. Chwilę później pozostali pakowali się i wychodzili z sali.
Ellie myślała, że tym razem uda jej się dojść do szafki bez jakichkolwiek obrażeń. W momencie, gdy uderzyła łokciem o ścianę, wiedziała, że często będzie miała takie wypadki.
Wrzuciła książki do szafki i zabrała plecak, zamknęła ją i wyszła ze szkoły. Przez kilka minut czekała na Jane, z którą miała przecież gdzieś wyjść.
— To gdzie idziemy? — spytała Ellie.
— Może kawiarnia albo centrum — zaczęła wymieniać. — Chyba centrum będzie dobrym rozwiązaniem. Może coś sobie wypatrzę, a ty mi pomożesz. Może przy okazji też coś kupisz. — mówiła bardzo szybko, a dziewczyna naprzeciwko ledwo nadążała.
— Niech będzie centrum. — Przystała na jej propozycję.
Podczas drogi, Jane opowiadała (ponownie) o swoich znajomych w Glasgow. Wymieniała po kolei imiona, blondynka obok wyłapała tylko kilka z nich.
— Skoro miałaś tam aż tyle znajomych, to dlaczego się tu przeprowadziłaś? — spytała, patrząc na nią.
— Zdecydowali o tym moi rodzicie. Tata znalazł tu dobrą pracę i mieszkanie. Mama miała tutaj bliską rodzinę, a ja, cóż, zaczęłam wszystko od nowa. Chociaż wciąż mam kontakt z ludźmi z miasta, to co innego jest rozmawiać z nimi przez telefon, a co innego spotkać się na żywo. Może z tutaj do Glasgow nie jest, aż tak dużo kilometrów, jednak to jest w jakimś sensie przeszkodą, prawda?
— W sumie. Dobrze, że jest Internet i inne sposoby na rozmowy. — Uśmiechnęła się.
— Cieszę się, że cię tutaj spotkałam. Jesteś naprawdę sympatyczną osobą, lepszą niż Alice w tych zielonych spodenkach — powiedziała, na co Ellie wybuchła śmiechem. 

3 komentarze:

  1. Świetny :) Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoje opowiadanie wymiata. Brak słów *-*. A ja zapraszam na mojego bloga :) http://uprowadzonaopowiadanie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. O wow.
    Świetny rozdział.
    Pisz szybko next i dużo weny.

    Ola

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Akcja

Obserwuję Nie Spamuję